niedziela, 1 stycznia 2012

Komiksy i lalki

Rok 2011 był dziwnym rokiem, w którym na szczęście minusy zostały zrównoważone przez plusy. Zacznijmy od plusów:

Ukazało się sporo polskich komiksów, w tym najbardziej chyba oczekiwany, piąty tom space opery „Biocosmosis”, pt.: Atlana”, autorstwa Nikodema Cabały, Edvina Volinskiego i Grzegorza Krysinskiego (to bez wątpienia najlepszy polski komiks minionego roku). Niezmiernie cieszy kolejny album „Likwidatora”, pt. „Prawda smoleńska” oraz „Wilqa”, pt „Podaj Macieju” (komiksy te, wraz z „Jeżem Jerzym”, zaliczam do świętej trójcy polskiego komiksu satyrycznego).

Nie mniej ważne dla naszego malutkiego ryneczku było mocne wejście Tomka Kleszcza z komiksem środka, pt. „Kamień Przeznaczenia”. W roku 2011 ukazały się dwa tomy serii,
zaś trzeci jest już w mocno zaawansowanej produkcji.
Pierwszy sukces od wielu lat odniosły także zeszytówki i to nie za sprawą szeroko promowanego, bełkotliwego „Konstruktu” (co było absolutnie do przewidzenia), ale konsekwentnie tworzona przez Jakuba Martewicza. seria o superagencie Henryku Kaydanie.

Ale nas oczywiście najbardziej cieszą kolejne albumy ze „Strefy Komiksu”. Aż sami się sobie dziwimy, że nam się jeszcze chce ;-)
W Strefie na szczególną uwagę zasługuje reedycja komiksów historycznych Zygmunta Similaka, „Zawisza Czarny” oraz „Bitwa pod Grunwaldem i inne opowiadania”. W ogóle rok 2011 był dla komiksu historycznego łaskawy. Wyszło kilka fantastycznie narysowanych albumów (spotkałem się z opiniami, że aby dziś zobaczyć dobrze narysowany polski komiks, trzeba sobie kupić komiks historyczny) oraz odbył się I Festiwal Komiksu Historycznego (na którym Zygmunt Similak, wraz z Papciem Chmielem, otrzymał prestiżową nagrodę).

Osobiście bardzo jestem zadowolony z ukończenia drugiego tomu „Mroku” pt. „Krwawe żniwo”, a także gotowości kilku twórców do współtworzenia trzeciej części cyklu.

Po stronie minusów należy zapisać przed wszystkim rozczarowanie animacją „Jeż Jerzy”. Nie jest to jakaś straszna tragedia, ale biorąc pod uwagę, że na warsztat poszedł jeden z najlepszych naszych komiksów, to aż żal dupę ściska.

Druga sprawa, to dalsze odchodzenie od komiksu twórców doświadczonych, z komiksowym dorobkiem.

Ale największy minus, to co najbardziej mnie wkurza, to nieudolne próby wprowadzenia komiksu na salony, gdzie garstka nikomu nieznanych kosmitów prezentuje jakieś pokraczne mazy optymistycznie zwane story-artami. Bo oni uważają, że komiks ich deprecjonuje, bo kojarzy im się z produktem dla dzieci, a przecież to nieprawda, że komiks jest dla dzieci!
Normalnie czysty śmiech. To niby dla kogo jest?
Aby się przekonać, wystarczyło wejść do pierwszego z brzegu saloniku Ruchu w pierwszej lepszej galerii handlowej. Na półkach bez trudu naliczyłem przeszło trzydzieści czasopism dla dzieci, które publikują komiksy, z czego większość to magazyny stricte komiksowe. Każdy z nich ma co najmniej kilkanaście tysięcy nakładu, co daje, lekko licząc, około pół miliona egzemplarzy komiksów każdego miesiąca.
Cześć z tych magazynów bez trudu dostaniemy nawet w średniej wielkości sklepie spożywczym na głuchej, pod lubelskiej wsi.
A teraz weźmy te kilkanaście tytułów miesięcznie (łącznie jakieś kilka tysięcy egz.), których przeczytanie może sprawić dzieciom problemy. Tych komiksów praktycznie nie ma. Nie znajdziecie ich w kioskach, w księgarniach ani w marketach, a i w empikach coraz trudniej je wypatrzeć (no i saloników empiku na głuchej pod lubelskiej wsi nie ma). Występują tylko w Internecie i w ściśle wyizolowanych, nielicznych rezerwatach.
Jest więc oczywiste, że w Polsce komiks jest dla dzieci, czy się to komuś podoba czy nie. Tyle tylko, że nie tylko :-) To jest tak, jak z lalkami. Generalnie lalki są dla dzieci, ale bawią się nimi także dorośli. Wywalczyliśmy sobie demokrację i każdemu wolno bawić się czym chce i czytać co chce (szkoda tylko, że mamy znacznie więcej sex shopów niż sklepów komiksowych).
Te ciągłe natarczywe zaprzeczanie oczywistemu faktowi, że komiks jest dla dzieci, to jakaś żenada. To jest tak, jakby kilkuset erotomanów zaprzeczało na lewo i prawo, że lalki są dla dzieci.

0 komentarze:

Prześlij komentarz